Nie trzeba wnikliwie obserwować rynku IT, żeby dojść do wniosku, że popyt na specjalistów jest dużo większy niż podaż. W efekcie od jakiegoś czasu określa się go mianem rynku pracownika, co z resztą ma miejsce także w przypadku innych dziedzin gospodarki. Płace idą w górę, dużo łatwiej uzyskać od pracodawcy różnego typu świadczenia dodatkowe (od nowej komórki czy laptopa, przez kompleksową opiekę medyczną i darmowe wczasy, po samochód, mieszkanie do dyspozycji).
Naturalnie wzrost faktycznych kosztów działalności firm szybko doprowadzi (w niektórych przypadkach już doprowadził) do wzrostu cen usług i produktów informatycznych. Nie ma jednak specjalnej obawy o to, że ze względu na poziom cen usługi i produkty przestaną się sprzedawać. Rynek IT rośnie w postępie kilkunastoprocentowym rocznie, potrzeby innych branż w zakresie informatyzacji i nowoczesnych usług teleinformatycznych są ogromne, a sytuacji nie ulegnie zmianie dopóki gospodarka nie zwolni w sposób zasadniczy.
Wyżej opisane zmiany wpływają także na proces rekrutacji. Najprościej mówiąc: dużo łatwiej dostać teraz pracę, gdyż pracodawcy musieli obniżyć wymagania, aby zwiększyć zatrudnienie w warunkach braku specjalistów. Jeżeli już o rekrutacji mowa, to proszę o kontakt osoby zainteresowane pracą na pełny etat związaną z następującymi technologiami (wystarczy zainteresowanie jedną z poniższych):
- bazy danych (preferowany Microsoft SQL Server, ale absolutnie nie jest to warunek)
- platforma .NET
- Java
- Perl
Wszelkie dodatkowe informacje podam indywidualnie. Doświadczenie w zasadzie nie jest wymagane, ale wtedy trzeba pokazać, że umie się szybko uczyć i przede wszystkim - że umie się myśleć.
Wracając do głównego wątku posta, chciałbym jeszcze pokreślić, że w mojej skromnej opinii za braki w kadrach IT wcale nie odpowiada exodus polskich pracowników do krajów UE, tylko niedostosowany do potrzeb system edukacji. Uczelnie wyższe namnażają bezrobotnych w postaci ekonomistów, prawników, historyków itp., podczas gdy zawody produkcyjne niezbędne gospodarce (inżynierowie różnych branż, osoby związane z technologią) były od dawna traktowane w sposób drugoplanowy. Efekty zaniechań są dziś widoczne bardzo wyraźnie. Dodatkowym problemem jest też fakt, że jeżeli już uczelnie kształcą inżynierów, to program nauczania jest zupełnie anachroniczny i niedostosowany do realnych potrzeb. Oczywiście teraz każda szkoła wyższa, widząc potrzeby rynkowe, będzie chciała wprowadzić kierunek ze słowem "informatyka" w nazwie, co według mnie - ze względu na poziom tego typu placówek - wcale nie przysłuży się do tego, że przybędzie odpowiednio wykształconych absolwentów.
Najlepszym dowodem na to, że sytuacja wygląda w praktyce dość nieciekawie, jest stałe odwlekanie realizacji różnych zadań z harmonogramów produkcyjnych na kolejne miesiące, a czasem - lata. Coraz częściej powoduje to z resztą frustrację klientów, którzy czują się źle traktowani. Właściwie przez to wszyscy stają się bardziej nerwowi, a to też niczemu dobremu nie służy. Ciekawi mnie tylko, czy za kilka lat system edukacji zostanie przeorientowany na kierunki techniczne, a za kilkanaście lat zabraknie prawników i humanistów. Jest to całkiem możliwe, gdyż obecna sytuacja jest właśnie efektem analogicznego zjawiska sprzed lat, gdy wszyscy chcieli być ekonomistami i prawnikami, bo akurat takich zawodowców brakowało. Skala przestawiania się edukacji na zawody techniczne będzie jednak prawdopodobnie znacznie mniejsza, gdyż osoby zainteresowane tymi dziedzinami muszą posiadać pewne predyspozycje (podobno prawa może nauczyć się każdy, a nie ma to zastosowania np. do matematyki).